poniedziałek, 7 listopada 2011

moje malusie kochane pedraczki..

gdy wpadaja do domu, dzien  promienieje
ile to zycia w nich...ile potencjalu
to prawdziwa radosc, w moim przygnebionym raju


chce miec miec tyle sily..
chce ich widziec,chce z nimi marzyc, smiac sie ..
i te nasze wspolne wieczorki,..sa..jak moje z marzen lat dziecinnych
zawsze marzylam, snilam i czekalam, by ktos niespodziewanie odmienil moj los..

te noce zdaly sie nie miec konca, wstawalam, nawet oczu otwierac nie chcialam
wciaz zimno i smutno...

te marzenia ..to co snilam...nie wiedzialam ze stana sie choc na chwile moja jawa
nawet juz nieco zapomnialam...
choc to tylko male marzenia, co przyschnely na dlugie lata

Przyszedl ten dzien i marzenia z dziecinstwa ozyly  za sprawa dwoch czarujacych dziewczynek,
nawet nie jestem zla, ze tyle lat minelo,...ze musialam tyle czekac..
niewazne,..wkoncu sie doczekalam,,,

***
dzis jestem spelniona...
jako zona,mama,babcia.

BetKa 

1 komentarz:

  1. A jednak warto marzyć, bo marzenia zawsze jakoś, kiedyś wszystkie się spełnią :))) Gratuluję i pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.